Piotr Woźniak - dysponujący charakterystycznym głosem kompozytor, aranżer oraz producent wykonywanych przez siebie piosenek.
Pierwszym poważnym spotkaniem z publicznością był dla niego udział w musicalu Metro.Tam też uczył się między innymi śpiewu na zajęciach Elżbiety Zapendowskiej. W tym czasie zaczął powstawać jego własny program w oparciu o teksty współczesne (Bogdan Chorążuk, Beata Biłyk) i wiersze (Leopold Staff, Julian Tuwim). Okazją do zaprezentowania większego zbioru piosenek stał się dla niego udział w festiwalu "Recital '95" w Siedlcach, gdzie powrócił po roku z pierwszym zespołem, by wyśpiewać I nagrodę i nagrodę za kompozycję ("Byle do Wiosny"). Odtąd koncertuje regularnie zarówno sam, jak i w ramach rodzinnego przedsięwzięcia Tadeusza Woźniaka. W latach 97-99 współtworzył wraz z Szymonem Zychowiczem i Tomaszem Lewandowskim trio koncertujące z programem "Wieczór trzech bardów".
Z powodzeniem sięga po piosenki cudze, by nadać im osobisty charakter interpretacji. Szerokiej publiczności telewizyjnej objawił się w koncercie Debiuty - Opole'95, wykonując piosenkę z repertuaru Maryli Rodowicz "Gdzie jest siódme morze?"
Jako producent i aranżer najpełniej dotychczas spełnił się współtworząc wraz z Krzysztofem Majchrzakiem przedstawienie muzyczne a potem płytę p.t. "Dell'Amore", oparte na poezji Emila Zegadłowicza z muzyką Tadeusza Woźniaka.
P: Urodziłem się we Wrocławiu, mieszkałem od zawsze w Warszawie, a teraz jestem poznaniakiem od niedawna... i nadal śpiewam piosenki.
M: Piosenki śpiewasz już od wielu lat. Nie chcę ci wytykać twojego debiutu, bo się zwykle denerwujesz kiedy się o nim wspomina. Może sam o tym powiedz i wtedy nie będzie problemu. Jak to się wszystko zaczęło?
P: Już się uodporniłem trochę, z biegiem lat ;) Zaczęło się... trudno powiedzieć, że zaczęło się od piosenki dziecięcej "Jak dobrze być poziomką", bo przez wiele następnych lat robiłem coś zupełnie innego. To znaczy w mozole czytania nut i smarowania smyczka ćwiczyłem się w sztuce bycia wiolonczelistą, ale przyszedł moment kiedy zdecydowałem się, że jednak do śpiewania mi bliżej.
M: Podejrzewam, że nie unikniesz w rozmowach, w ocenach tego co grasz i śpiewasz porównań ze swoim tatą. Wyrosłeś jednak pod jego skrzydłami...
P: Wyrosłem w atmosferze domu, w którym była cały czas muzyka, ale głównie muzyka Tadeusza Woźniaka. Także zdążyłem nią nasiąknąć i jeżeli jestem jego uczniem, to w sposób podskórny i naturalny. Na pewno nigdy nie uczyłem się ani śpiewać, ani grać na gitarze od ojca, ale na pewno jakiś rodzaj wrażliwości, sposobu interpretacji... Mogą być te podobieństwa, nie chcę od nich uciekać i też nie chcę na siłę się odcinać od tego, co jest moją spuścizną czy chcę tego czy nie.
M: Rodzinne muzykowanie nadal trwa, bo przecież od czasu do czasu spotykam cię jako jednego z wykonawców w czasie koncertów Tadeusza Woźniaka. Czy w związku z tą solową płytą, którą teraz wydajesz i grasz głównie swoje koncerty to jest etap zamknięty?
P: Nie sądzę. Dopóki Tadeusz Woźniak będzie potrzebował mojej pomocy czy współpracy raczej, tak powinienem powiedzieć, to ja nie mam powodów, żeby mu odmawiać. Czasami oczywiście pojawiają się jakieś konflikty terminowe, ale ja lubię występować z ojcem.
M: Jak już jesteśmy przy współpracy, do chciałam cię jeszcze wypytać o inne twoje przygody na scenie. Mam tutaj na myśli współpracę z Marylą Rodowicz. To chyba był dosyć ciekawy epizod w twoim życiu artystycznym?
P: Tak! Miałem przyjemność, okazję, zaszczyt obserwować jedną z największych Artystek polskich w działaniu, w jej żywiole sceny. Uczyłem się też sceny śpiewając wraz z nią. To było ważne doświadczenie, ale trwały krótko. Półtora roku, potem się wypisałem.
M: Na własne życzenie?
P: Na własne życzenie :) A stało się to za sprawą jakichś pierwszych sukcesów na konkursach. Pojawił się konflikt terminowy. Mianowicie odbywały się akurat Reminiscencje Poezji Śpiewanej i odbywał się jednocześnie kolejny koncert Maryli Rodowicz. Musiałem wybrać i wybrałem. Okazało się nagle, że moi koledzy dają mi do zrozumienia, że raczej lepiej żebym się z nimi kolegował niż, żebym stawał w konkursach. Że to już nie jest ta sytuacja, w której wypadałoby mi uczestniczyć w kolejnych konkursach.
M: Zostańmy jeszcze przez chwilę przy konkursach. Przy tym etapie w twoim życiu. Jeździłeś na festiwale większe i mniejsze i grałeś na tych festiwalach piosenki, które funkcjonują jako tak zwane przeboje do dziś. Mam na myśli chociażby słynną, jak dla mnie, piosenkę "Byle do wiosny".
P: Tak, z tego co wiem żyje swoim życiem do tej pory. Od niedawna życiem internetowym również. Bardzo się cieszę, że był taki epizod. On już jest w czasie odrobinę odległy. Kilka osób pytało mnie czy ta piosenka będzie na płycie. Otóż nie ma jej na płycie dlatego, że wydaje mi się jest odzwierciedleniem bardzo młodzieńczej energii i młodzieńczego podejścia, które miałem wtedy. Zarówno obrazek jak i ówczesne wykonanie bardzo mi odpowiada. Lubię czasem sobie spojrzeć na ten zabytek Piotra Woźniaka sprzed kilkunastu lat. Jest mi z tym dobrze. Piosenkę czasem, od czasu do czasu, tak jak niedawno kilka razy śpiewam ku pokrzepieniu serc, kiedy zwłaszcza w tym roku zima dała nam do wiwatu.
M: ...ale poczekałeś do wiosny z wydaniem swojej płyty? :)
P: Tak się złożyło. Mam nadzieję, że wiosna będzie dla mnie porą roku szczęśliwą.
M: Poza piosenką "Byle do wiosny" jest jeszcze utwór chyba dla ciebie dość ważny, a dla mnie to jest utwór, który bardzo mocno utkwił mi w pamięci. Mam na myśli "Gdzie to siódme morze", bo tym utworem pokazałeś się w czasie konkursu Debiutów w Opolu.
P: Dla mnie to też jest bardzo ważna piosenka. Do tej pory zdarza mi się śpiewać ją na recitalach. Gdzieś uzupełnia mój repertuar o jakiś ważny kolor, o ważny przekaz. Bardzo się utożsamiam zresztą, zaprzyjaźniam się na dłużej z piosenkami również nie swoimi. Ja lubię śpiewać piosenki, które zostały napisane wcześniej, dla kogo innego jeżeli odnajdę w nich coś, co chciałbym przez nie wyrazić od siebie.
M: Przyszedł czas na twój nowy dom. Nie pierwszy, to znaczy w kontekście płyty pierwszy, ale od razu na dachu? Zaszalałeś ;)
P: Ta piosenka ma co najmniej dla mnie dwa znaczenia. Jej tekst wyraża co najmniej dwie sprawy, które są dla mnie ważne. Po pierwsze potrzebę, moją potrzebę, mam nadzieję, że nie tylko moją... odejścia na chwilę od otaczającego zazwyczaj zgiełku, poszukania siebie, separacji, zgody ze sobą. Drugie znaczenie, które odkryłem stosunkowo niedawno i myślę, że (nie wdając się w szczegóły) może zaowocować ciekawym artystycznym zdarzeniem interdyscyplinarnym. Drugie znaczenie tej piosenki to dla mnie odniesienie do dachu świata, do Tybetu... więcej nie powiem. Mam nadzieję, że zobaczycie wkrótce.
M: Dobrze, więcej nie mów, ale pokaż płytę, pochwal się :) P: A to jestem ja i moja płyta. Nieco hermafrodytyczny, odkolorowany Piotr Woźniak.
M: To jest twoja pierwsza, solowa płyta, po tylu latach śpiewania...
P: Mogę nie ukrywać radości z tego powodu?
M: Możesz ją nawet okazać :)
P: No właśnie okazuję! Bardzo się cieszę, że nareszcie ta płyta... aczkolwiek z drugiej strony jestem strasznie stremowany, bo to jest taka sytuacja bardzo różna od koncertowej działalności, kiedy to mam wpływ na to, co się dzieje, jestem aktywny. Tutaj już nic nie mogę zrobić. W tej chwili ludzie, którzy wezmą ją do ręki, posłuchają, będą moimi recenzentami. Mam nadzieję, że się spodoba. Mam nadzieję, że zostanę zrozumiany. Zobaczymy.